Trzydzieści lat festiwali jarocińskich. To może i wiele. Nie podchodzę do tej rocznicy jakoś sentymentalnie, chociaż wiem, że to ja, Krzysztof Wodniczak jestem jego pomysłodawcą i byłem głównym animatorem przez dziesięć lat od 1970 roku do 1979 roku kiedy oznajmiono, że nazywają się Wielkopolskie Rytmy Młodych. A moja osoba na stałe wpisała się w historię tego miasta. W Wikipedii podano sześć nazwisk, osób związanych z Jarocinem. W tym panteonie znajdują się: Aron Heppner - rabin z Jarocina, Sędziwoj z Jarocina - wojewoda poznański, Aleksy Sobaszek - błogosławiony kościoła katolickiego, Friedrich August Stuler - architekt. Elizabeth Scharzkopf - słynna śpiewaczka operowa i Krzysztof Wodniczak - pomysłodawca Wielkopolskich Rytmów Młodych. Dlatego noszę się nawet z zamiarem zorganizować przekrojowy koncert pod umowną nazwą JAROCINY WODNICZAKA (w Poznaniu lub Ostrowie Wielkopolskim to miasto fenomen, które ma pięć znaczących ogólnopolskich imprez: Jazz w Muzeum, Reggae na Piaskach, Jimi Way Festiwal, Chopin w barwach jesieni, Etnio Eko Fest) Zaprosiłbym do udziału m.in. Małgorzatę Bratek, Barbarę Gołaską, Andrzeja Ellmanna, duet Anna i Piotr (Hanna Banaszak i Piotr Żurowski), zespoły Sekwens (z Piotrem Kałużnym), Grupę Stress, Takt (grali w nim: Zbigniew Wrombel, Sławomir Sokołowski, Janusz Piątkowski, Marek Surdyk), Heam (z Markiem Bilińskim), Kasę Chorych, Mietek Blues Band (nominowany w tym roku do nagrody Fryderyka), Bez Tajemnic (tworzyli znani dzisiaj muzycy - Roman Suchan, Marek Michalak, Piotr Kuźniak), itp. Planuję taki koncert we wrześniu i wystąpiliby wspomniani laureaci Wielkopolskich Rytmów Młodych. W latach 70. w wielu miastach i miasteczkach organizowano konfrontacje, przeglądy, festiwale starając się pokazać cały ruch big beatowy. Spontanicznie rodząca się fala młodzieżowych zespołów amatorskich mogła dać upust swoim muzykowaniom właśnie na festiwalach. W Polsce na przełomie lat 60. i 70. było kilkadziesiąt konkursowych imprez, z których przetrwały Wielkopolskie Rytmy Młodych w Jarocinie.
Tworzyłem je, byłem ich pomysłodawcą, trafiły te Rytmy na dobry społeczny grunt. Mający 28 lat, najmłodszy w Polsce burmistrz Czesław Molczyk i jego brat, który był w tym czasie przewodniczącym ZP ZSMP w Jarocinie “czuli bluesa” i przyjmowali raz w roku zespoły z całej Wielkopolski właśnie w tym mieście. Na początku udostępniono salę w klubie Olimp, później w kinie Echo, aż w końcu w nowo wybudowanym Jarocińskim Ośrodku Kultury. Coraz częściej pojawiały się o jarocińskich Rytmach informacje w prasie ogólnopolskiej. Pierwsze Rytmy zamknęły się budżetem w kwocie 3000 zł, na dzisiejsze złotówki może to była kwota 9.000 zł. Z budżetu trzeba było pokryć honoraria dla jurorów (po 200zł), hotele dla gości, dla muzyków noclegi w internacie, wypożyczenie nagłośnienia, koszt koncertu Trio Blue and Rock Wojciecha Skowrońskiego. Wówczas nam chciało się chcieć. Nikt nie pytał ile na tym zarobi, co z tego będzie miał. Nikt nie przeliczał dźwięków na mamonę. Była to pasja i prawdziwe con amore. Nie chcę by brzmiało to jak kombatanctwo. Chociaż zdarzało się, że zjawisko konformizmu młodzieży względem narzuconej przez środki masowego przekazu, unikanie własnego zdania na rzecz “owczego pędu” (przy pozorach nonkonformizmu) nie pozostawało bez wpływu na rozszerzanie się obyczajowości beatowej. Ale tego raczej nie zauważyłem w Jarocinie. Źródeł można się było dopatrywać w ogólnej atmosferze panującej wokół beatu w poszczególnych etapach jego rozwoju na naszym gruncie. W 1969 r. muzyką opiekowała się ponad 3 tysięczna kadra zawodowych instruktorów (na usługach teatru amatorskiego pozostawało ponad 1500 instruktorów, tańca ok. 1000, plastyki -ponad 500).Przewaga zainteresowań muzycznych w ruchu amatorskim była w tym wypadku oczywista. Przytoczona wyżej liczba 3 tys. instruktorów muzycznych obejmowała nie tylko ludzi prowadzących zespoły beatowe, ale chóry, orkiestry dęte, małe zespoły wokalne. W tym czasie działało ok.7 tysięcy zespołów beatowych i w najlepszym przypadku, co trzecia grupa miała fachową (od strony muzycznej) opiekę. Tak było trzydzieści lat temu, a dzisiaj… Odłożę dywagacje na inny termin.
Krzysztof Wodniczak
P.S. “Dyktatura młodych” opanowała i Jarocin. Quasi dziennikarz, obecnie urzędnik w ratuszu, ex techniczny z klubu Eskulap, pseudo muzyk owadów twierdzą, że nie będzie juz żadnego retro. Przypominam im jedno chińskie przysłowie “Jeżeli się nie wie kim się było, to się nie wie kim się jest”.









