Z artykułu Krzysztofa K .Kaźmierczaka “Koncert Stinga: wiemy co władze Poznania skrzętnie ukrywały” w Głosu Wielkopolskim 21-22 kwietnia 2012 r. wynika, że “kantuje” cały zarząd miasta Poznania, nie ma świętych w magistracie. Mam dwa wnioski praktyczne. Pierwszy to taki, że niczego nie kupuje się przez pośredników i to podstawionych. Drugi to taki, że w żadnym wypadku miasto nie powinno być organizatorem, w sensie zamawiającym jakichkolwiek imprez. W uzasadnionych przypadkach może jedynie sponsorować, dotować, czy popierać w inny sposób. Wydaje mi się, że statut miasta powinien wyraźnie określać jakiego rodzaju działalność może miasto robić. Zakładam, że koncert Stinga to dobry biznes, normalną praktyką byłoby to, że robi to firma komercyjna, a miasto zarabia w ten sposób, że wydzierżawia, czy wynajmuje na przykład obiekt, w którym jest impreza, o ile jest jego właścicielem. Krótko mówiąc proste zasady handlowe. Gdyby chodziło o prywatny biznes, to zakładam się, ze firma M. M. nie kupiłaby imprezy z trzeciej ręki, przepłacając wielokrotnie. Miasto jest organizacją przestrzenno gospodarcza, o charakterze publicznym. Obywatele, mieszkańcy mają w nim pracować i robić interesy, a zarząd, jako organ samorządowy ma dbać o to, aby ten organizm normalnie funkcjonował i przynosił dochód z podatków na cele publiczne, nie komercyjne. Samorządowe władze nie są od robienia interesów, bo miasto to nie folwark radnych i Zarządu.
Z formalnego punktu widzenia ani prokurator, ani CBA nic nie zrobi, bo to, że ktoś coś komuś odsprzedał, nie jest przestępstwem, trzeba by stwierdzić, ze konkretny urzędnik, w tym wypadku Tomasz Kajzer odniósł jakąś korzyść z tego pośrednictwa. Nie mniej pozostaje zarzut niegospodarności, no i rzecz ludziom Grobelnego nie znana, czyli przyzwoitość. Tłumaczyć się powinien ten cały zarząd. Dziwię się dobremu samopoczuciu radnych, skoro tylko jeden Szymon Szynkowski vel Sęk się interesuje. Co robił przewodniczący Grzegorz Ganowicz, kiedy komisja rewizyjna nie mogła doprosić się dokumentów? W przypadku samorządu czy instytucji państwowych nie ma tajemnicy handlowej. Przypomnę, że tajemnica handlowa dotyczy ochrony interesów firmy, przed konkurencją. Kto był konkurencją dla miasta w tym wypadku, co miasto mogło stracić na ujawnieniu kontraktu, czy ktoś inny by go zrealizować w mieście? To czysty absurd. To ten jeden z powodów, dla których miasto nie może być firmą, w sensie zarabiania na komercyjnych przedsięwzięciach. Mam pomysł na interes, niech miasto zawrze umowę z kompanią piwowarską i wypuści piwo z marką “Lech Grobelny i spółka”, wtedy będzie jasne nie tylko piwo, ale kto i dla kogo i na czym ma zarobić.
Krzysztof Wodniczak







